Temida ma wprawdzie opaskę na oczach, ale, litości, przecież nie nosi jej dlatego, by wpadać w dołki, które kopią pod nią podsądni.
temida Tłumaczenie hasła "temid" na rumuński Przykładowe przetłumaczone zdanie: Szale trzymane przez Temidę łatwo się przechylają. ↔ Balanţa Justiţiei se înclină mai uşor decât ştiu oamenii.
Definicje te zostały podzielone na 1 grupę znaczeniową. Jeżeli znasz inne definicje dla hasła „z opaską na oczach” lub potrafisz określić ich inny kontekst znaczeniowy, możesz dodać je za pomocą formularza dostępnego w zakładce Dodaj nowy. Pamiętaj, aby definicje były krótkie i trafne.
Tłumaczenia w kontekście hasła "nosi opaskę na oczach" z polskiego na angielski od Reverso Context: Osoba nosi opaskę na oczach i dlatego jest zależna od instrukcji swojego zespołu.
Grosfeld wyznał, że był tam z żoną i w wielu miejscach widział plakaty z wizerunkiem Jana Pawła II. I na tych plakatach papież-Polak miał czarną opaskę na oczach, jaką nakłada się podejrzanym. W tym momencie prowadząca przerwała program, gdyż zbliżała się godzina 21:37 zarezerwowana w TVP Info na minutę ciszy.
Jaki atrybut ma Temida Natychmiastowa odpowiedź na Twoje pytanie. waga, miecz, opaska na oczach. dlaczego protestanci nie musieli sie obawiać wyroków
bOM5D4.
28 października 2012Dlaczego Temida ma opaskę na oczach? Dlatego, że ma stosować tę samą miarę wobec bogaczy i biedaków, władców i poddanych?Zgodnym chórem odpowiemy “tak właśnie ma być”, mając na myśli świat bez równych i równiejszych. Tylko dlaczego ślepa sprawiedliwość jest cnotą, gdy Temidowy miecz dotyka bogatych, ale niekoniecznie wtedy, gdy dotyka uboższych?No właśnie, w tym miejscu zaczyna się problem. Cała Polska śledziła kilka dni temu historię zatrzymania matki dwójki dzieci, która nie zapłaciła grzywny wobec US, dwukrotnie nie stawiła się na sprawę sądową i zlekceważyła ostrzeżenie sądu o grożącym jej zatrzymaniu. Media, a za nimi opinia publiczna, głównym oskarżonym uczyniły jednak wymiar sprawiedliwości: sąd i policjantów. Wrzawa zrobiła się tak wielka, że Premier musiał gasić pożar, zarządzając pilną i szybką kontrolę działań podjętych przez funkcjonariuszy. Nikomu nawet do głowy nie przychodzi zapytać o to, czy nie zawiniła matka? Ze strachu przed ostracyzmem nikt nie zastanawia się głośno, dlaczego dość bystra (tak przynajmniej wydaje się z relacji telewizyjnych) kobieta, prowadząca (?) własną działalność gospodarczą, okazała się zupełnie pozbawiona wyobraźni/poczucia odpowiedzialności i naraziła swoje dzieci na wieczorną interwencję policji. Oczywiście zawinili wszyscy dorośli uczestnicy niefortunnego zdarzenia:- sąd, który powinien był zamienić karę pozbawienia wolności na karę ograniczenia wolności polegającą na wykonywaniu nieodpłatnej pracy na rzecz pożytku publicznego,- policjanci, którzy powinni wykazać się empatią, dotrzeć do kobiety i pouczyć ją, że jeśli sama nie stawi się na komisariacie, to będą musieli doprowadzić ją tam siłą, a dzieci umieścić w pogotowiu opiekuńczym,- ale także, a może przede wszystkim (!) matka, która złamała prawo i to ona w drodze negocjacji z sądem, a nie uników, powinna ustalić formę spłaty należności. Tłumaczenie się niezrozumieniem pisma urzędowego jest mało przekonujące, tym bardziej, że oprócz umorzenia komorniczego musiało przyjść wezwanie do sądu, a ono brzmi zrozumiale i jednoznacznie. “Ignorantia iuris nocet? to stara rzymska zasada, w myśl której nieznajomość prawa szkodzi. Każdemu, samotnym matkom także, a może nawet w szczególności im i ich dzieciom? Bo one odpowiadają za los swoich dzieci, które nie mają przecież nikogo innego. I choć zastosowane środki wydają się nieadekwatne do przewinienia, to skala oburzenia, w tym na rząd i premiera (L. Miller, Z. Ziobro ze swoimi kuriozalnymi wystąpieniami i oczekiwaniem wyjaśnień od premiera), w zasadzie na wszystkich wokół,tylko nie na matkę, to typowo polski przykład pojmowania demokracji, która zwykle kojarzy się nam z prawami, zdecydowanie rzadziej z obowiązkami. I, żeby uprzedzić ewentualne głosy o sercu z kamienia, zapewniam, że podobnie jak wszyscy wypowiadający się w tej sprawie, uważam za pozbawione wyobraźni i zwykłych ludzkich odruchów zachowanie sądu i policjantów, ale upominam się o umiarkowanie w uznawaniu matki za niewinną ofiarę bezdusznego systemu. iza leszczyna Powrót
7 grudnia 2014, 13:08 Ten tekst przeczytasz w mniej niż minutę Shutterstock Prezydent Rosji rozmawiał z przywódcami Węgier i Serbii o współpracy energetycznej. Kreml poinformował o tym w wydanym oświadczeniu. W tym tygodniu Rosja ogłosiła, że rezygnuje z realizacji projektu Gazociągu Południowego, który miał prowadzić przez Węgry i Serbię. Prezydent Rosji Władimir Putin zapowiedział, że zamiast tego na dnie Morza Czarnego zostanie wybudowany gazociąg prowadzący do Turcji. Przepustowość tego rurociągu ma być taka sama jak Gazociągu Południowego, to znaczy 63 miliardy metrów sześciennych surowca rocznie. W perspektywie rosyjsko - turecki gazociąg mógłby dostarczać paliwo również do Bułgarii, Grecji i innych krajów Unii Europejskiej. CZYTAJ WIĘCEJ: Putin rezygnuje z gazociągu South Streem. To kara dla Unii?>> Zobacz więcej Przejdź do strony głównej
Najlepsza odpowiedź coma961 odpowiedział(a) o 15:34: Temida to bogini sprawiedliwości. Miała ona opaskę na oczach, aby zobrazować powinność bezstronności prawa. Nie ważne, czy sądzony byłby jej krewny, przyjaciel czy wróg, miała wydać dobry i sprawiedliwy wyrok. Odpowiedzi blocked odpowiedział(a) o 14:50 nie jestem pewna ale chyba chodzi o to że Temida to bogini sprawiedliwości i ta opaska miała znaczyć że sprawiedliwość jest bezstronna,czyli inaczej nikt nie wpłynie na wyrok temidy Uważasz, że ktoś się myli? lub
Jeżeli ktoś myślał, że tragiczna śmierć Grzegorza Przemyka czegoś nauczyła nasz wymiar sprawiedliwości, srodze się zawiódł. W naszych sądach i prokuraturach wciąż prowadzone są sprawy, w których sędziowie i prokuratorzy poruszają się zupełnie jak jakieś baśniowe stwory, które mają oczy z tyłu głowy. Zacieranie śladów niedbalstwa Całkiem niedawno przysłuchiwałem się konferencji prasowej zorganizowanej przez rodzinę porwanego i zamordowanego Krzysztofa Olewnika. Tego 25-letniego chłopaka uprowadzono z jego własnego domu dla okupu w 2001 r. Myliłby się ten, kto by sądził, że w tej ciągnącej się od 13 lat sprawie rzeczą najtrudniejszą jest ustalanie faktów. Nic podobnego. Śledczym sen z powiek spędza bardziej zacieranie śladów własnej nieudolności niż zabezpieczanie dowodów zbrodni. Nikt dziś nie przeczy, że z policyjnego samochodu Daewoo Nubira skradziono 16 tomów akt ze śledztwa. Że policjanci pozostawili samochód z aktami na osiedlu, a nie na parkingu pobliskiej komendy policji. Że w komendzie pękła rura kanalizacyjna i zalała kilkadziesiąt dowodów w sprawie. Że okup w wysokości 300 tys. euro przekazywano porywaczom w sposób tak nieprofesjonalny, że lepiej by to zrobili chłopcy bawiący się w Indian i kowbojów. Włamano się nawet do prosektorium, w którym przeprowadzano sekcję zwłok Krzysztofa Olewnika (były minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski nazwał to „wejściem w nieprzepisowym trybie"). W końcu doszło do rzeczy niespotykanej: ofiara zabójstwa była przez jakiś czas „posiadaczem" dwóch kodów DNA. W sprawie sfałszowania DNA, bo tak to chyba należy nazwać, toczy się odrębne postępowanie karne. Bez względu na jego wynik już dziś można powiedzieć, że w wymiarze sprawiedliwości przekroczono kolejną barierę nieodpowiedzialności. Winny system i politycy Ani prokuratorom, ani policjantom, którzy maczali palce w tej kuriozalnej serii zaniedbań, nie spadł włos z głowy. O ile wiem, funkcjonariusze ci nie mieli nawet dyscyplinarek, chociaż w raporcie sejmowej komisji śledczej aż roiło się od „rażących" i „drastycznych" błędów. Jednym funkcjonariuszom sprawy umorzono z powodu braku znamion przestępstwa, innych objęło przedawnienie, jeszcze inni zostali uniewinnieni, gdyż nie można im było udowodnić umyślności działania. Dla bezstronnego obserwatora tego procesu, że nie wspomnę już o rodzinie zamordowanego, sprawiedliwość staje się iluzją. Wszyscy czują tutaj jakieś kłamstwo, którego nie mogą wykazać. Przyjmują więc, że przed obliczem Temidy ludziom złym się powodzi, a ludzie dobrzy muszą znosić cierpienie. Prokurator Jacek Skała, który również zabrał głos jako szef związku zawodowego prokuratorów, odbiera całą sprawę jeszcze inaczej. Dla niego winny jest system, a w drugiej kolejności politycy – tak powiedział w popularnym telewizyjnym programie „Państwo w państwie". System jest winny dlatego, że tak poważnej sprawy nie powinien prowadzić prokurator rejonowy z Pcimia Dolnego. Zdaniem Jacka Skały zbieraniem i zabezpieczaniem dowodów od samego początku powinni zajmować się funkcjonariusze z Biura Przestępczości Zorganizowanej. Politycy zaś ponoszą winę za to, że pomimo nawoływania o legislacyjne wsparcie nie wprowadzili odpowiednich zmian do kodeksu karnego. Chodzi przede wszystkim o zmiany w art. 231 który przewiduje odpowiedzialność funkcjonariusza publicznego za przekroczenie uprawnień lub niedopełnienie obowiązków. Jest to jeden z niewielu przepisów w tym kodeksie, który pozwala pociągnąć do odpowiedzialności karnej sędziów i prokuratorów za szkodzenie wymiarowi sprawiedliwości. Zdaniem prokuratora Skały do przepisu tego należało już dawno wprowadzić kwalifikowany typ przestępstwa nadużycia władzy, który wyodrębniałby zdarzenia ze skutkiem śmiertelnym. Wtedy i kara za takie przestępstwo byłaby odpowiednio wyższa, i okresy przedawnienia też musiałyby być dłuższe niż obecnie. Jest to z pewnością krok w dobrym kierunku, ale zaproponowane rozwiązanie bierze pod uwagę tylko aspekty kryminalne. Warto też zwrócić uwagę, że art. 231 nie nazywa rzeczy po imieniu. Nie oddaje istoty wypaczeń prawa, na które cierpi wymiar sprawiedliwości. Witajcie ?w Błędolandzie Problem jest o wiele szerszy. Różne dziwne rzeczy dzieją się także w sprawach cywilnych, gospodarczych, podatkowych czy ze stosunku pracy. Ich dziwaczności nie udaje się usunąć nawet w postępowaniu odwoławczym. Weźmy na przykład głośną sprawę sądowego zakazu wyświetlania filmu o korporacji Amway. Sąd utajnił przed opinią publiczną film „Witajcie w życiu", zakazując jego wyświetlania przez 18 lat. Cóż takiego ważnego można robić przez tyle lat w sprawie, która sprowadzała się w gruncie rzeczy do oceny samego filmu? Tym bardziej że wyrok, który zapadł 2014 r., jest dla autorów filmu korzystny. Jeżeli po blisko 20 latach przebywania w sądowej zamrażarce można jeszcze w ogóle mówić o jakichś korzyściach. Przecież dzisiaj to jest już zupełnie inny film, a stosowane przez korporację techniki oddziaływania na konsumentów zostały już dawno zdemaskowane. Takich porażek wymiar sprawiedliwości odnotowuje niestety więcej. I chodzi nie tylko o sprawy związane z osądzeniem autorów i wykonawców stanu wojennego czy wypadków grudniowych na Wybrzeżu w 1970 r. Temida ma wprawdzie opaskę na oczach, ale, litości, przecież nie nosi jej dlatego, by wpadać w dołki, które kopią pod nią podsądni. Czasami odnoszę wrażenie, że żyjemy w jakimś Błędolandzie, w którym wszystkie porażki wymiaru sprawiedliwości tłumaczone są błędami i wypaczeniami. Toczy się w Polsce wiele spraw, które dobrze by było przepuścić przez ustawowy wykrywacz kłamstw. Wyłapywałby najgroźniejsze wypaczenia prawa, które przynoszą nieodwracalne szkody sprawiedliwości. Nie chodzi tu rzecz jasna o wypaczenia, które można usunąć w toku postępowania odwoławczego. Tutaj chodzi o łamanie pryncypiów państwa prawnego. Wariograf dla sędziów ?i prokuratorów Taki kodeksowy wariograf dla sędziów i prokuratorów proponuje prof. Witold Kulesza z Uniwersytetu Łódzkiego. W niedawno wydanej książce „Crimen laesae iustitiae" profesor obszernie uzasadnia potrzebę wprowadzenia do kodeksu karnego, w dziale przestępstw przeciwko wymiarowi sprawiedliwości, odrębnego przepisu: art. 247a. Propozycja jest konkretna: „Sędzia, ławnik lub prokurator, który przekraczając swe uprawnienia lub niedopełniając obowiązku, wypacza prawo i wyrządza poważną szkodę sprawiedliwości, podlega karze pozbawienia wolności od trzech miesięcy do lat pięciu". Autopromocja Specjalna oferta letnia Pełen dostęp do treści "Rzeczpospolitej" za 5,90 zł/miesiąc KUP TERAZ Przepis ten zrywa z naiwnym założeniem, że po zmianie ustroju groźne dla praworządności wypaczenia prawa już nie występują w decyzjach sędziów i prokuratorów. Czyż nie łatwiej byłoby z tego przepisu postawić zarzuty prokuratorowi, który w śledztwie zataja dowody niewinności podejrzanego albo fabrykuje dowody winy, ponieważ nabrał wewnętrznego przekonania, że zatrzymany popełnił przestępstwo? A sędzia, który posłusznie godzi się na wydanie wyroku, którego treść została ustalona poza sądem? Czyż nie popełnia przestępstwa przeciwko wymiarowi sprawiedliwości? Żeby była jasność: proponowany przez prof. Kuleszę przepis nie jest wymierzony ani w sędziów, ani w prokuratorów. Przepis ten pomyślany został jako forma kontroli, czy sędziowie i prokuratorzy wypełniają swoje powołanie do niezawisłego i niezależnego wymierzania sprawiedliwości. Przepis ten miałby ochraniać sprawiedliwość, by osoby, które nie dają rękojmi należytego wykonywania obowiązków zawodowych, nie zamieniały wymiaru sprawiedliwości w wymiar śmiechu. Nie wątpię, że znajdą się krytycy tak sformułowanego paragrafu. Być może byłoby ich łatwiej przekonać, gdyby odsłuchali 200 płyt CD, na których pewien biznesmen nagrywał, za zgodą organów ścigania, swoje rozmowy z prawnikami w sprawie wniesienia kasacji do Sądu Najwyższego. Wszyscy jednak, rzecz jasna, dobrze wiemy, że to niemożliwe, gdyż sprawa jest tajna w stopniu najwyższym. I last but not least: dowody te zebrano z naruszeniem prawa. Autor jest publicystą prawnym
dlaczego temida ma opaskę na oczach